Roboty w moim biurze. Dlaczego mogą mi się przydać? | transkrypcja webinaru

Mariusz Pultyn (CTO, Digital Teammates): Witamy serdecznie wszystkich na naszym webinarze.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska (Dyrektor Centrum Mikser Inteligentnych Technologii, Wydział Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego): Witamy.

Mariusz Pultyn: Nasz webinar ma tytuł „Roboty w moim biurze. Dlaczego mogą mi się przydać?” Będziemy sporo mówić o robotach, ale też powiemy trochę o tym, co się wokół nich dzieje, o technologiach, które je wspierają, i w ogóle o tym, jak technologie zmieniają rzeczywistość naszych miejsc pracy, ale też naszą rzeczywistość, w której funkcjonujemy.

Jak wygląda nasze otoczenie, z czym się mierzymy w roku 2020 i w przyszłości?

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Wszystkie trendy biznesowe, o których będziemy w tym roku rozmawiać, to trendy, które są bardzo ściśle związane z transformacją cyfrową i technologiami cyfrowymi. To rok, w którym bardzo często będziemy słyszeli o sztucznej inteligencji i o możliwościach jej aplikacji w biznesie. To również rok, w którym bardzo wiele będziemy słyszeli o poszerzonym zarządzaniu danymi czy o rozszerzonej analityce. W tym zakresie chociażby wystarczy spojrzeć na ogłoszoną wczoraj strategię Unii Europejskiej w zakresie zarządzania danymi i sztuczną inteligencją. To pokazuje, że dziś rozmawiamy nie tylko o kwestiach badań nad technologiami, ale także o kwestiach budowania rynku na nich i o budowaniu dobrych praktyk czy podstaw do legislacji i regulacji w tym zakresie.

Oczywiście, ten rok to również rok dosyć dużej intensyfikacji, jeśli chodzi o Robotic Process Automation. Przy czym w tym roku nie będziemy tylko i wyłącznie mówić o tej technologii z punktu widzenia pewnego zachwytu i euforii nad jej możliwościami, ale zaczniemy patrzeć już na nią bardziej w sposób holistyczny, postrzegając tę technologię jako bardzo istotny element całej strategii podmiotów rynkowych, strategii transformacji. W sposób celowy i świadomy powiedziałam podmiotów rynkowych, nie tylko przedsiębiorstw, dlatego że ta technologia może być z dużym powodzeniem wykorzystana w różnego rodzaju podmiotach administracji publicznej.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że w tym roku pewnie zaczniemy też zmierzać w kierunku tak zwanej hiperautomatyzacji, czyli rozwiązań, w których nasze RPA zacznie też korzystać w ekosystemie inteligentnych technologii z potencjału innych rozwiązań technologicznych takich jak OCR, Deep Learning czy wspomniana sztuczna inteligencja.

Na czym polega RPA i robotyzacja/automatyzacja?

Mariusz Pultyn: Roboty są z nami już od wielu lat i tak naprawdę technologie związane z robotyką pojawiły się pewnie już nawet na początku lat dwutysięcznych. Natomiast dopiero od kilku lat roboty są na tyle dojrzałe, żeby można z nich korzystać w środowisku biznesowym, w takim środowisku, w którym można by wiarygodnie takie usługi świadczyć.

Czym jest w ogóle robot? To jest dość ciekawa historia, bo roboty może kojarzą nam się z mechanicznymi urządzeniami, które wykonują za nas jakieś powtarzalne czynności, albo tak jak w science fiction…

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Tu chyba bardziej bym szła w tych kierunkach i pewnie w kierunku popkultury, która ukształtowała ten wizerunek robota mechanicznego. Na pewno o takich mówimy?

Mariusz Pultyn: Oczywiście nie mówimy o takich, chociaż takie jest pierwsze skojarzenie. Roboty, o których my mówimy, są kawałkami oprogramowania, więc są dość wyjątkowe nawet w świecie robotów, bo jednak roboty przemysłowe to zwykle urządzenia, które mają potężne ramiona, którymi przenoszą towary lub samochody. Roboty, o których mówimy, które są przedmiotem badań nad RPA, są robotami softeware’owymi. Ich nie widać. Nie mają żadnych ruchomych ani fizycznych części. Natomiast mogą być w pełni nazywane robotami dlatego, że naśladują ludzi. Wszystkie roboty tym się charakteryzują.

W tym wypadku roboty RPA, roboty software’owe naśladują ludzi pracujących naprzeciwko komputera, czyli ludzi, którzy posługują się myszą i klawiaturą i przy pomocy tej myszy i klawiatury wykonują czynności na ekranie komputera. Czynności muszą być powtarzalne, żeby mogły podlegać robotyzacji. Muszą się dziać w pewnym określonym schemacie. Ten schemat musi być dość jasno określony, bo zwykle – tutaj wspomniałaś trochę o sztucznej inteligencji – te roboty czysto klasy RPA sztucznej inteligencji w sobie nie zawierają. Najczęściej posługują się takimi schematami, które muszą być w pełni od początku do końca zdefiniowane.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Ale te technologie kognitywne, jak wspomniałam, będą w pewnym ekosystemie. Pewnie w najbliższych latach usłyszymy o tym, że rzeczywiście pewne rozwiązania będą szły gdzieś w kierunku sztucznej inteligencji czy też chociażby Deep Learning, bo na to dzisiaj wskazują też badania. Może się okazać, że uzasadnione będzie wydawało się wykorzystanie [tych technologii] właśnie w tej przestrzeni biznesowej.

Mariusz Pultyn: Absolutnie, roboty takie czysto RPA są tylko pierwszym krokiem. Są pewnym wprowadzeniem do tego, co przed nami. Tutaj, oczywiście, mówię trochę przed nami, ale to jest rzeczywistość, która dzieje się tu i teraz.

Te pierwsze roboty, które nabierają podstawowych umiejętności powtarzania rzeczy, które robimy w biurze, już w pewnych zastosowaniach potrafią podejmować decyzje. One są dość ograniczone. Muszą być bardzo precyzyjne granice tych decyzji, które mogą podejmować. Mogą też na podstawie pewnych schematów zacząć powtarzać pewne czynności, które już widziały w pewnych kontekstach, które nie są w nich wdrukowane.

Natomiast tu mówimy troszkę o początkach, o tym, że w takich biznesowych spotkaniach jeszcze te roboty kognitywne, oparte na sztucznej inteligencji nie mogą wykorzystać pełni potencjału, bo po prostu nasze życie, w szczególności życie biznesowe, jest dość bogate. I to bogactwo życia nie pozwala tym robotom być jeszcze tak efektywnymi, jak będą kiedyś.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: To wiąże się z całym szeregiem wyzwań, bo na dobrą sprawę 70% polskich przedsiębiorców w zeszłym roku sygnalizowało, że ma problemy ze znalezieniem pracowników, którzy będą spełniali ich oczekiwania co do określonego poziomu kompetencji czy kwalifikacji. Wydaje mi się, że RPA jest taką próbą odpowiedzi na przede wszystkim te wyzwania i zmiany związane z rynkiem pracy.

Widzimy bardzo wyraźnie, że te zmiany zachodzą. Zmiany odnoszące się do braku dostępności odpowiednio wykwalifikowanej kadry pracowniczej, zmiany, u których podstaw leży, z jednej strony, starzejące się społeczeństwo, tak zwane silver economy, z drugiej strony, płaszczyzna związana ze zmianami oczekiwań młodych pracowników, którzy na tych stanowiskach pracy nie oczekują już takich rutynowych zadań, ale wręcz przeciwnie oczekują zadań, które będą podnosiły ich wiedzę, będą pozwalały im na samorozwój.

Oczywiście, można by też pewnie odnieść się do tego, że dziś mamy na rynku pracy do czynienia z rosnącymi kosztami owej pracy, tyle tylko, że jeżeli tak instrumentalnie potraktujemy RPA to oznaczałoby, że te wszystkie czarne scenariusze, które narosły wokół automatyzacji i robotyzacji rzeczywiście mogłyby się urealnić.

Natomiast wydaje mi się, że dosyć istotnym elementem, wyzwaniem, na które RPA może odpowiedzieć, jest też po pierwsze bardzo mocno rosnąca konkurencja na rynku, po drugie kwestie związane z potrzebą realizacji pracy na coraz wyższym poziomie jakościowym, a więc mniej pomyłek, mniej błędów. Również kwestie dotyczące presji na długoterminowe wyniki i ich realizację i, oczywiście, coś, czego nie da się uniknąć w warunkach transformacji cyfrowej, czyli bardzo szybko przemijająca przewaga konkurencyjna. Przy takim podejściu z kolei ta technologia pozwalałaby na budowanie nowych modeli, nowych rynków, poszukiwanie nowej przewagi, dzięki której faktycznie na tym rynku [firmy] mogłyby odnieść sukces.

Ale powiedz, co można poddać tej technologii, bo wyzwania rzeczywiście są i dużo moglibyśmy w tym zakresie zrobić.

Co należałoby w związku z tym poddać takiej automatyzacji, żeby wpisać się w ten nurt?

Mariusz Pultyn: Nawiążę do tego, o czym wspomniałaś – do tych wyzwań. Trochę mówi się o tym, że roboty są gdzieś jakimś zagrożeniem. Natomiast tu trzeba mieć pełną świadomość tego – do tego trochę nawiązałem w kontekście sztucznej inteligencji – że w zasięgu tej technologii jest 20% do 30% rzeczy, które robimy w biurze, więc jest to pewien margines. On jest dość szeroki. Oczywiście, to jest dosyć sporo, ale to jest ciągle margines, więc tak naprawdę takie zagrożenie czy obawa związana z tym, że roboty w jakikolwiek sposób zastąpią ludzi przy dzisiejszym stanie technologii, przy dzisiejszych możliwościach jest dość nieuprawnione.

Co więcej ta praca, którą roboty wykonują, te 20-30% to jest praca, której najczęściej nienawidzimy robić. To jest coś, co spędza nam często sen z powiek, a często powoduje, że przy tej klawiaturze zasypiamy. Jeżeli tylko się udaje przychodzić do miejsc, w których ta praca jest wykonywana, i znaleźć taki potencjał robotyczny, to z wielką przyjemnością takie zadania są oddawane. I co to jest? Gdzie są te miejsca? Gdzie jest ten święty Grall robotyzacji?

Jest kilka takich obszarów. Na pierwszym miejscu wymieniłbym pewnie dwa. Ex aequo według mnie wygrywa obszar finansowo-księgowy i wszelkiego rodzaju działy, w których mamy do czynienia z masowym wprowadzaniem faktur, rozliczeń, miejsca, w których musimy monitorować dane w wielu systemach, miejsca, w których musimy robić rekoncyliacje, czyli porównywanie danych między systemami, generować raporty, rozliczać dane czy przenosić je z systemu finansowo-księgowego do systemu transakcyjnego i z powrotem. Wszędzie tam, gdzie każdego dnia w pocie czoła te dane są wprowadzane, a co ważniejsze te dane muszą być wprowadzane w bezbłędnej jakości. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby w szczególności w dokumentach finansowych pojawiły się jakieś błędy. Tam roboty spełniają się szczególnie dobrze, bo po prostu takie błędy eliminują.

Drugim takim obszarem równie ważnym jest obszar logistyki. Tu jest to bardzo wdzięczny obszar, bo w logistyce po prostu sporo się dzieje. Roboty uwielbiają, jak sporo się dzieje, bo dla nich im większy wolumen pracy, im więcej jest pracy, tym bardziej mogą się przydać. Jak wiadomo, logistyka jest takim specyficznym obszarem, w którym po pierwsze mamy do czynienia ze spedycją, czyli wysyłanie samochodów lub innych środków transportu, które trzeba rozliczyć w kontekście zużytego paliwa, przejechanych kilometrów, delegacji dla pracowników. Same dokumenty spedycyjne to wiele tysięcy rekordów wprowadzanych każdego dnia w rozmaitych firmach, które logistyką się zajmują. Co więcej, logistyka jest w pewnym sensie pochodną obszaru dostaw, procurementu czy zaopatrzenia, czyli miejsc, gdzie pracujemy z zamówieniami Klientów. Tych zamówień Klientów są również duże ilości…

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Bo przecież chociażby rozwój dynamicznej e-commerce będzie też się do tego przyczyniał.

Mariusz Pultyn: Tak, e-commerce jest takim źródłem zamówień. Mówimy o e-commerce, nie bez powodu na początku jest „e” – to są zamówienia elektroniczne, ale oczekujemy, że te dobra znajdą się w naszych domach fizycznie i w taki sposób, który będzie dla nas największą wartością, wtedy będą w stanie nas ucieszyć. Pomiędzy takim elektronicznym zamówieniem a tym, żeby towar znalazł się w naszym domu, jest cały łańcuch, który musi takie zamówienie przetworzyć. W tym łańcuchu roboty świetnie się sprawdzają, bo dążymy do tego, żeby ten łańcuch był bardzo powtarzalny. Żeby móc wiele tysięcy, milionów paczek, towarów, pakunków przetransportować z jednego miejsca do Klienta, który tego oczekuje. Tam, gdzie da się to zrobić elektronicznie i automatycznie, to oczywiście są do tego specjalne systemy.

Natomiast w wielu przypadkach ciągle ludzie muszą takimi zamówieniami zarządzać, a to powoduje, że tracimy tempo. A w dzisiejszych czasach to tempo, jakość obsługi Klienta może tylko rosnąć. Nie chcemy czekać długo na to, żeby nasze zakupy pojawiły się u nas, szczególnie w takich okresach spiętrzeń, co też jest jedną z ważnych cech robotów. One świetnie biorą na siebie wszelkie spiętrzenia. Tam, gdzie zespoły ludzkie nie potrafią się skalować, nie możemy zmuszać ludzi do nadgodzin w zbyt wielkich ilościach, co też ma swoje ograniczenia, to tam roboty wchodzą i przejmują ten nadmiar pracy, który się pojawia.

Kiedy jest opłacalne, żeby zatrudnić robota?

Mariusz Pultyn: Przyjmujemy – i to jest dość dobre oszacowanie – że jeżeli coś zajmuje około 2 godzin dziennie pracownikowi, to to już jest taki minimalny potencjał, przy którym możemy takiego robota uruchomić. Tutaj dodałbym taką delikatną gwiazdkę, bo są też roboty, które pracują na znacznie mniejszym zakresie obowiązków. Wynika to z tego, że mimo że zadanie wykonywane jest rzadko, ale jednak jest powtarzalne, może to dziać się raz w tygodniu przez godzinę albo raz w miesiącu przez kilka godzin.

Mimo to koszt błędu ludzkiego jest [bardzo] duży. On może wynikać z różnych rzeczy, z utraty reputacji, z utraty pieniędzy, z rozmaitych strat takich nawet niewymiernych, których się nie da skwantyfikować, jeśli chodzi o ekonomię. W takich procesach, które najczęściej są podatne na błędy i robione rzadko, ludzie mylą się dlatego, że po prostu zapominają. Proces robiony rzadko nie ma szans na osiągnięcie pełnej biegłości.

W takich procesach szczególnie kosztowny jest nadzór, kontrola jakości. Ta osoba, która wprowadza [dane], ta osoba, która to sprawdza, musi być zaangażowana w taki proces. Trudno jest takie rzeczy zsynchronizować, więc można oczywiście robotyzować dużo mniejsze procesy pod warunkiem, że na końcu firma po prostu zyskuje. Zyskuje w taki sposób, że od tego momentu ten proces jest w pełni przewidywalny, w pełni dokładny, nie trzeba martwić się o to, że błąd ludzki może spowodować jakieś duże straty.

Powiedziałbym, że taką złotą zasadą są te dwie godziny dziennie, takie przysłowiowe ćwierć etatu. Natomiast zejście niżej jest możliwe. Oczywiście, pójście w drugą stronę: im bardziej czasochłonny i pracochłonny jest proces, tym dla robotów lepiej. W szczególności te spiętrzenia pracy są bardzo wygodnym miejscem.

Kto ma zrobić wdrożenie? Czy mamy zrobić to samodzielnie, czy raczej korzystać z firm zewnętrznych?

Mariusz Pultyn: Jak w każdej sytuacji tego rodzaju z technologią mamy do wyboru te dwie ścieżki. One są jakoś naturalne. Można spróbować robotyzować samodzielnie, można po prostu wynająć kogoś, kto jest w stanie to zrobić. W szczególności w robotyzacji jest dużo większa pokusa, żeby zrobić to samodzielnie. Z takiego powodu, że narzędzia, platformy robotyczne są konstruowane w taki sposób, żeby w dość przyjaznym procesie można było takiego robota wykonać. Nie jest wielkim kłopotem stworzenie jednego czy dwóch robotów. Jest to czynność dość prosta, jeżeli tylko rozumiemy specyfikę procesu i mamy osoby, niekoniecznie z branży IT, które ten proces rozumieją, to prawdopodobnie po przeszkoleniu są w stanie sobie stworzyć takiego robota, jednego czy dwa.

Natomiast jeżeli wychodzimy poza tę skalę, jeżeli robot działa nie tylko na jednym komputerze, ale ma robić kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt czynności, czyli pracować w wielu kopiach, pojawiają się zupełnie informatyczne wyzwania. Począwszy od pierwszego: jeżeli te roboty już są, trzeba jakoś zarządzać ich pracą, trzeba jakoś je koordynować. Duże firmy, oczywiście, mają takie kompetencje jak zarządzać ludźmi, ale niekoniecznie potrafimy zarządzać robotami. Taki nadzorca, koordynator tych robotów jest pierwszą rzeczą, o której trzeba myśleć.

Nie bez znaczenia jest też to, że roboty nie działają w próżni, one działają w świecie, który się zmienia. Jeśli aplikacje, systemy, procesy, na których działają roboty się zmieniają, to trzeba na to reagować. Jeżeli potrafimy na to reagować, te roboty będą działały. Jeżeli nie, to po prostu przestaną działać. W normalnym świecie takim zarządzaniem zmianą zajmują się ludzie, którzy są w czysto informatycznym procesie. Potrzeba inżynierów, którzy znają cykl rozwoju oprogramowania.

Na początku powiedziałem, że te roboty nie są mechaniczne, to jest kawałek softeware’u i na pewnym poziomie, od pewnej skali one już się zachowują jak normalny software, który trzeba pilnować, testować, trzeba mieć świadomość kontroli wersji i szeregu innych rzeczy, które są związane z takim czysto informatycznym obiegiem informacji. To są kompetencje, które niektóre firmy posiadają, niektóre nie. Większość firm ich nie posiada, to nie jest niezbędne. Nawet te firmy, które je posiadają, niekoniecznie chcą nabywać [kompetencje] w obszarze robotyki.

Alternatywą jest to, że można kogoś wynająć [żeby to zrobił]. To również wymaga kompetencji, żeby takie centrum kompetencji stworzyć, nabyć te kompetencje, musimy być gotowi, żeby je pozyskać. Musimy mieć pewną skalę. Nie ukrywajmy, żeby móc robotyzować efektywnie trzeba ten zespół powołać do tego, żeby mógł się rozwijać, żeby mógł robić nowe rzeczy.

W modelu wynajmu, w modelu, w którym my funkcjonujemy, nie trzeba tych kompetencji nabywać w ogóle. Zaletą współpracy w tym modelu jest to, że roboty są po prostu takimi cyfrowymi pracownikami pozyskiwanymi z czegoś w rodzaju agencji pracy tymczasowej. Wtedy, kiedy są potrzebne po prostu przychodzą do pracy, wykonują tę pracę. Kiedy nie są potrzebne…

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: …to po prostu ich nie ma.

Mariusz Pultyn: Kiedy cokolwiek zmienia się w systemach, w procesach, jest to wykonywane przez firmę, która w takim modelu wynajmu dostarcza te roboty. Jest to alternatywa dla wszystkich, którzy nie mają wystarczającej skali, żeby budować swoje centrum robotyczne, nie mają ochoty takich kompetencji nabywać bądź, nawet jeśli je mają, chcieliby takie umiejętności umieścić w jakimś innym obszarze, który przynosi im więcej korzyści biznesowych.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Tu pewnie moglibyśmy jeszcze dodać, że oprócz tych kompetencji, o których wspomniałeś, czysto informatycznych, pewnie ważną rolę odgrywa również kwestia asymilacji w danej firmie między człowiekiem pracownikiem i tym pracownikiem cyfrowym i umiejętność łączenia kompetencji: z jednej strony, tych cyfrowych, z drugiej, pewnie kompetencji miękkich związanych z Business Process Automation.

Mariusz Pultyn: Tak, roboty trafiają do biur i muszą być w jakiś sposób asymilowane, muszą w jakiś sposób z tymi ludźmi współpracować, więc sam technologiczny proces pojawienia się robotów jest w jakiś sposób skomplikowany, natomiast jest procesem, który działa. Natomiast to, żeby roboty współpracowały ramię w ramię z pracownikami, jest pewnym wyzwaniem.

Czy są jakieś wyzwania związane z robotyzacją?

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Mówiliśmy już wcześniej, że w przypadku robotyzacji, automatyzacji narosło bardzo wiele mitów, bardzo wiele czarnych scenariuszy. Już dzisiaj mówi się, że co szósty Polak boi się tego, że w przeciągu najbliższych 10 lat robot zabierze mu pracę. Natomiast tu moglibyśmy wymienić mnóstwo takich elementów jak:

  • maskulinizacja rynku pracy,
  • postępujące bezrobocie,
  • kwestie dotyczące gdzieś tych niepokojów społecznych,
  •  kwestie dotyczące malejącej siły nabywczej
  • czy wreszcie pogłębiającej się luki kompetencyjnej.

Z mojego punktu widzenia wydaje się, że są to pewne scenariusze, które wiążą się zawsze z czymś nowym, co pojawia się na rynku. Natomiast to od nas, jako od firm i od kadry zarządzającej, od jej poziomu cyfrowej odpowiedzialności będzie zależało, na ile one mają szansę się urzeczywistnić, a na ile nie. Dlatego że jeżeli będziemy traktowali tę technologię jako tylko i wyłącznie pewne panaceum na kwestie dotyczące rosnących kosztów, to automatycznie będzie to oznaczało, że te scenariusze w jakimś stopniu mogą stać się realne. Natomiast jeśli potraktujemy tę technologię jako pewną szansę na to, aby budować potencjał naszej firmy, potencjał oparty właśnie na tej kreatywności, na podnoszeniu kompetencji i umiejętności naszych pracowników, to wtedy wydaje mi się, że ta technologia stanie się jednym z takich elementów, gdzie możemy powalczyć o istotną pozycję na rynku. Gdybyś jednak Ty spojrzał ze swojego punktu widzenia, bo jesteś na tej pierwszej linii, odpowiadasz za tych cyfrowych pracowników, czy zgodziłbyś się ze mną, że ta odpowiedzialność cyfrowa jest kluczem do tego, aby ta technologia faktycznie stała się taką szansą?

Mariusz Pultyn: Absolutnie. Mówimy sporo o zagrożeniach, to jest coś, gdzie te wizje dystopijne mogą się spełnić bądź nie. Natomiast zdecydowanie roboty powinny trafić w miejsca, które są świadome tego, że po pierwsze automatyzacja jest trendem, którego nie unikniemy. Jest to coś, co musimy przyjąć jako część naszego DNA, bo po prostu ci, którzy nie będą się automatyzować wystarczająco szybko, przegrają w wyścigu konkurencyjnym.

Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że automatyzacja, robotyzacja niesie absolutnie pozytywne cechy. To, co widzę na co dzień, z czym się stykam w codziennej pracy, jest zupełnym przeciwieństwem tego, co mówimy, że będzie w przyszłości. Nie potrwa to za długo i jesteśmy w takim wyjątkowym okresie, który wydaje się, że nie potrwa tak zupełnie krótko, w którym tak naprawdę pracy jest więcej niż ludzi, którzy mogą ją wykonać. Firmy naprawdę nie zmagają się z wyzwaniem, w jaki sposób redukować swoich ludzi, w jaki sposób ciąć koszty albo przesuwać ich w takim czysto bezdusznym optymalizacyjnym kierunku. Firmy po prostu rosną, gospodarka na szczęście się rozwija. Po prostu pracy pojawia się więcej niż ludzi, którzy mogą ją wykonać.

Z drugiej strony trendy demograficzne powodują, że w przewidywalnej przyszłości ludzi nie będzie przybywać. Na rynku pracy ludzi będzie coraz mniej, więc pojawi się, i to już widzimy, bardzo silna presja na to, żeby tych ludzi, których mamy, w jakiś sposób motywować, w jakiś sposób zachęcić i powiedzieć, że ta praca, którą będą wykonywać, będzie bardziej twórcza, ambitna, wymagająca relacji, empatii, czegoś, co roboty w żadnej przewidywalnej przyszłości nie będą w stanie zrobić.

I my to obserwujemy. W każdym miejscu, w którym jesteśmy, dochodzi do takiej ciekawej sytuacji, w której ludzie na początku może troszkę nieufnie, troszkę z boku patrzyli na roboty, ale w momencie, gdy pierwszy robot się pojawiał i przejmował chociaż część obowiązków takiej osoby, to ta osoba dostawała taki bardzo pozytywny oddech. Taki moment, w którym mogła rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, co w tej pracy, którą do tej pory wykonywała, jest wartościowe, a co powinno zostać oddane automatom.

Mamy taki bardzo pozytywny efekt sprzężenia zwrotnego, w którym robot, raz wdrożony dobrze i skutecznie, nie tylko nie zabierze komuś pracy, ale nakłoni do kreatywnej, twórczej myśli, spojrzenia, na to, co się dzieje wokół tych osób. Za takim pierwszym pomysłem pojawią się kolejne, kolejne i kolejne i te roboty w naturalny sposób w tych zespołach się pojawiają, są naprawdę przyjmowani jako cyfrowi koledzy z pracy, a nie apokaliptyczni wysłannicy z przyszłości albo terminatorzy.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: To chyba mogłoby być najlepszą puentą naszego dzisiejszego spotkania. Nie tyle bójmy się tych technologii, co raczej o nich mówmy, starajmy się je zrozumieć i wykorzystać tak, żeby one rzeczywiście stanowiły szansę dla nas po to, aby jak najlepiej odnaleźć się w tej przestrzeni cyfrowej.

Mariusz Pultyn: Oczywiście. Roboty są absolutnie naszymi sprzymierzeńcami, pomagają nam, odciążając nas od bardzo powtarzalnych rzeczy i dzięki temu nasze życie zawodowe nabiera kolorów i pozwala nam przenieść się w takie obszary, które lubimy, z których jesteśmy dumni, w których możemy realizować swoje ambicje.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Miejmy nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej.

Q&A

Jako ciekawostka – w Chinach sąd uznaje, że artykuł stworzony przez robota i jego sztuczną inteligencję jest chroniony prawem autorskim i zasądza odszkodowanie za skopiowanie utworu.

Mariusz Pultyn: Z mojego punktu widzenia pytanie o to, czy roboty mogłyby mieć prawa autorskie do rzeczy, które stworzyły, jest troszkę pytaniem o tym, kto tak naprawdę stworzył roboty, bo na samym końcu możemy nadawać tym robotom coraz większe prawa, ale nie możemy popadać w pewne skrajności. To ciągle jest pewien efekt intelektualnego wysiłku człowieka, więc ja pozostanę tutaj tradycjonalistą, mimo że jestem informatykiem uważam, że jednak autorem takiego utworu jest na samym końcu ten, który wymyślił algorytm, który do tego prowadzi.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Tu pewnie należałoby też zwrócić uwagę na kwestie dotyczące chociażby tej debaty, która już dzisiaj nad prawem autorskim i sztuczną inteligencją się toczy, dlatego że nie jest to tylko kwestia Chin, ale także i UE jak również elementów, które w kontekście tej sztucznej inteligencji, idąc już dalej, zostaną wykorzystane w pojazdach autonomicznych, kwestie związane z ewentualnym wyciąganiem lub ponoszeniem roszczeń, kwestie chociażby związane z ubezpieczeniem z tytułu szkód wyrządzonych przez roboty czy sztuczną inteligencję. W związku z tym to jest debata, do której pewnie będziemy jeszcze wracali wielokrotnie. Dziś pewnie trudno byłoby się do niej jednoznacznie odnieść, chociaż zgadzałabym się raczej z tym, że to ten, który tak naprawdę był twórcą, pewnie powinien być odpowiedzialny za te obszary.

Jak przekonać zarząd w firmie na wdrożenie automatyzacji?

Mariusz Pultyn: Zarząd ma kilka albo nawet kilkanaście dobrych powodów, dla których można wdrożyć robotyzację. Przede wszystkim zarządy patrzą z perspektywy czystej ekonomii. Zacząłbym od tego, tak zupełnie brutalnie, że wdrożenie robotów się opłaca. Myślę, że to pewnie skruszy serce członka zarządu odpowiedzialnego za finanse.

Poza tym, jeśli mamy w zarządzie kogoś, kto odpowiada za operacje, czyli za osoby, które przychodzą do pracy każdego dnia i pracują na rzecz firmy, to myślę, że taki dyrektor/kierownik/członek zarządu odpowiedzialny za operacje na pewno ucieszy się z takiego powodu, że rotacja w jego zespołach będzie trochę mniejsza, ludzie będą bardziej zadowoleni, w związku z tym proces rekrutacji się uprości, co na końcu ucieszy również CFO.

Koszty związane z zatrudnianiem ludzi, z tym, żeby ich szkolić, żeby ich pozyskiwać również maleją, co też jest nie bez znaczenia. W każdym miejscu, w którym jesteśmy i nawet robiliśmy takie badania, satysfakcja z tak wykonanej pracy rośnie. Nie trzeba tam nikogo przekonywać do tego, że bardziej zadowoleni pracownicy są dużo bardziej efektywni.

Także te trzy czynniki:

  • koszty,
  • satysfakcja,
  • uproszczenie procesu rekrutacji i szkolenia ludzi,

to są największe czynniki, które z mojego doświadczenia na zarząd wpływają bardzo dobrze.

Czy technologia będzie coraz bardziej wpływała na naszą pracę?

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Z mojego punktu widzenia zdecydowanie tak. Patrząc przez pryzmat tych wszystkich technologii, które już dzisiaj na rynku są; sztuczna inteligencja, która nam się dzisiaj przewijała, kwestie dotyczące RPA, IPA, kwestie dotyczące blockchain, internetu rzeczy, Internetu 5G to hasła, które dziś są bardzo popularne, dlatego że one faktycznie zmieniają naszą rzeczywistość. Zmieniają zarówno z punktu widzenia przestrzeni, w której funkcjonujemy, z punktu widzenia nowych modeli biznesowych, poszukiwania tej przewagi rynkowej, o której też rozmawialiśmy.

Ale to też kwestia zmiany z punktu widzenia poszczególnych stanowisk czy szeroko rozumianego środowiska pracy. Nie da się ukryć, że te technologie będą zdecydowanie wpływały z jednej strony na tę przestrzeń biznesową, ale z drugiej strony również na nas jako na ludzi i pracowników. Zgodzisz się ze mną?

Mariusz Pultyn: Tak, zdecydowanie. Technologia to jest coś, co wszystkich interesuje, wszystkich ciekawi i każdy chciałby się w tej technologii w jakiś sposób orientować i w jakiś sposób się z nią zaprzyjaźnić. Choć też niestety pojawia się bardzo często w kontekstach, których nie lubimy, które są bardziej pesymistyczne niż optymistyczne i myślę, że trochę naszą rolą jest to, żeby tę technologię przybliżać i mówić, że ma ludzkie oblicze i że jednak pomaga nam w życiu.

Jak zarządzać spalaniem w developmencie w przypadku robotyzacji?

Mariusz Pultyn: Jeżeli mówimy o spalaniu, to pewnie osoba pytająca – Aneta, miała na myśli jak zarządzać takim zespołem, który wytwarza roboty. Tutaj muszę powiedzieć, że jest to zbliżone do każdego innego zespołu informatycznego. Wytworzenie robota jest pewnym projektem, które ma swoją dynamikę, logikę i jest zasadniczo zagadnieniem działu zarządzania inżynierią i oprogramowania, także taki zespół pracuje na tak zwanym backlogu, czyli trafia do niego jakieś zadanie, które trzeba podzielić na części.

Najpierw trzeba zrozumieć takiego robota i cel, jaki będzie miał do wykonania. Następnie takiego robota zakodować, przetestować i wdrożyć. W takim procesie potrzebni są ludzie o różnych kompetencjach, począwszy od analityków biznesowych przez developerów do testerów, wdrożeniowców. Tymi osobami zarządzamy dokładnie w taki sam sposób jak przy wytworzeniu każdego innego oprogramowania. Tutaj nawiązuję trochę do tego, co trzeba mieć i umieć, żeby takim zespołem robotycznym zarządzać. W przypadku małej skali pewnie niewiele trzeba, w przypadku skali, która już jest bardziej profesjonalna – kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt robotów – potrzebujemy kompetencji zdecydowanie inżynierskich, w szczególności takich, które pozwolą zarządzać takim zespołem.

Dziękujemy, to było ostatnie pytanie. Jeżeli pojawią się jeszcze jakieś inne po naszym webinarze, to ciągle zachęcamy do tego, aby je zadawać. Na pewno na wszystkie odpowiemy. Bardzo dziękuję, Dominiko, za bardzo inspirującą dyskusję.

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Bardzo dziękuję, bardzo mi miło było dzisiaj być z Wami.

Mariusz Pultyn: Dziękuję wszystkim zgromadzonym na naszym webinarze. Do zobaczenia przy najbliższej okazji!

Dr Dominika Kaczorowska-Spychalska: Do zobaczenia!

Transkrypcja została zredagowana pod względem długości i jasności.

Dowiedz się, co potrafią robić cyfrowi pracownicy.

Szukaj nas w social media

Katarzyna Ziętek
Business development
+48 798 654 941
Zostaw dane kontaktowe
Oddzwonimy do Ciebie
Zobacz nowy przegląd zrobotyzowanych procesów
POBIERZ DARMOWY PRZEGLĄD PROCESÓW

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Więcej informacji w Polityce prywatności.